Valencia – miasto sportu i kontrastu

Photography

Lotnisko jest duże i nawet ciekawe, między innymi dlatego, że jest na nim stacja metra. Chyba najlepszy i najszybszy transport do miasta. Bilety są dość drogie i trzeba je zachować aby wyjść ze stacji docelowej. Wcześniej zaplanowałem trasę i zdecydowałem, że zamiast wysiadać w centrum, pojedziemy 2 przystanki dalej i przejdziemy się parkiem, który zauważyłem na mapie (dobry wybór).

Stacja Alameda – wychodzimy wprost do parku, w którym wali ostro muzyka, a pod wiaduktem ćwiczy kilka grupek facetów bez koszulek. Wszędzie palmy i troszkę cieplej niż u nas (potem okazało się, że był to chłodniejszy dzień). Pierwsze co bardziej przykuło uwagę to ilość ludzi biegających na około w tym parku. Na początku myślałem, że to jakieś zawody sportowe. Jak się potem okazało, tam naprawdę ludzie uprawiają sport na co dzień, chyba wszyscy. Otyłych ludzi na ulicach naprawdę nie widać. Wracając do parku, jest on dosyć nietypowy. Ciągnie się łukiem wzdłuż miasta, wygląda trochę jak stary zagospodarowany kanał burzowy. Ma chyba z 16 km. Jest osadzony między dwoma ulicami i obniżony. Dwa mury odgradzają go od miasta. Nad parkiem przechodzą co jakiś czas wiadukty komunikacyjne dla samochodów i tam też można się z niego wydostać. Jest tu wiele boisk do uprawiania różnych dyscyplin sporu i nie stoją one puste. Ciekawe, że można zobaczyć tu sporty które rzadko można spotkać w Polsce, jak choćby baseball czy rugby, ale koszykówka i piłka nożna oczywiście też. Jest tu również dużo skaterów, biegaczy czy cyklistów. Wzdłuż parku kursuje taki biały spalinowy pociąg z otwartymi wagonikami dla zwiedzających.

Do hostelu trafiliśmy bez większego problemu. Jednak ludzie bez GPSu czy dokładnej mapy mogą mieć problem z odnajdywaniem się w tych wąskich uliczkach w centrum. Jak dla mnie bardzo urokliwych. Po całym dniu podróży byliśmy dość wyczerpani. Tylko szybkie zakupy w sklepiku u niedaleko, zatyczki do uszu (za naszym oknem była knajpka, jakich dużo na wąskich uliczkach starówki w Valencji) i spać.

Drugi dzień

Zaczął się niewinnie a skończył mega zmęczeniem.

Najpierw pobłądziliśmy trochę po wąskich uliczkach niedaleko noclegu. Potem trafiliśmy na jeden placyk, z którego droga prowadziła na targ widoczny z daleka. Mercat Central – muszę przyznać że ładny. Z zewnątrz nie bardzo, jednak w środku robi wrażenie, szczególnie kopuła. Słyszałem o nim wcześniej i chyba spodziewałem się czegoś większego. Jest duży, to prawda ale dość szybko można go obejść. Wiele różnych ciekawych stoisk, większość ze świeżym jedzeniem. Stoiska z szynką i rybami, ale też owoce, napoje, słodycze i inne. Spróbowaliśmy lokalnego napoju (Horchata – orxata). Słodki i mączny, dziwny ale nawet smaczny i sycący.

Następny na trasie dworzec kolejowy Estació del Nord – nieprzelotowy typ dworca, w którym pociągi dojeżdżają, zatrzymują się i cofają (nie przejeżdżają na wylot przez peron). Dotarliśmy w końcu do parku i idąc w stronę słońca szliśmy dalej w kierunku futurystycznych rosnących przed nami budynków.

Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasteczko Sztuki i Nauki) zwane także dzielnicą przyszłości. Zaprojektowane zostało przez Santiago Calatrava z udziałem Felixa Candela. Na całość kompleksu składają się: centrum kulturalne i rozrywkowe, awangardowe budynki oceanarium, a także delfinarium, kino IMAX, restauracje i muzea. Centrum jest „miastem w mieście” składa się ze budynków:

Palau de les Arts Reina Sofía – dach to mistrzostwo sztuki architektonicznej i inżynieryjnej. Z przodu wydaje się jakby unosił się w powietrzu, bo jest wsparty tylko w jednym punkcie, a całość z daleka wygląda trochę jak jakiś hełm.

Hemisfèric zbudowany w kształcie oka mieści wewnątrz salę kinową. Wyświetla się tam filmy o tematyce naukowej i technicznej.

Museo de las Ciencias Príncipe Felipe, to muzeum poświęcone nowym technologiom, nauce i naturze. Motto muzeum brzmi „Zabrania się: nie dotykać, nie czuć, nie myśleć”.

El Palau de les Arts Reina Sofía – duża owalna budowla, wystawiane są tu spektakle i koncerty sceniczne.

L’Umbracle – budynek w południowej części, w jego skład wchodzi dwupiętrowy parking dla samochodów osobowych oraz autobusów.

Nie można zapomnieć oczywiście o plaży. Najszersza na której byłem, idzie się i idzie do tego morza. Do tego jest tak długa, że nie sposób zobaczyć gdzie się kończy. Na piechotę można dojść z centrum miasta, jednak nie jest blisko. Ktoś mniej przyzwyczajony do długich spacerów lepiej jak skorzysta z komunikacji miejskiej (autobus). Metro jest, ale nie dojeżdża jakoś super blisko morza, a poza tym jest bardzo drogie. Na plaży było chłodnawo i niezbyt dużo ludzi. Temperatura do zwiedzania super ale na plażę przydało by się kilka stopni więcej.

Nie zauważyłem jak zrobiło się późno, wiec zmęczeni po całym dniu, po prostu poszliśmy do domku.

Trzeci dzień

Rano przed podróżą zostało jeszcze trochę czasu więc – szwendanko uliczkach centrum. Ilość i jakość ulicznych murali jest porażająca. One są wszędzie! Zauważyłem jeden motyw powtarzający się w całym mieście. Czarny ninja. Na pewno jakiś lokals, możliwe że dziewczyna. Nie jestem pewien, ale na jednym znalazłem chyba podpis „NENA”. Niektórzy powiedzą, że takie coś to niszczenie budynków, ale przyjedźcie i zobaczcie sami. Jak dla mnie tylko dodaje uroku, koloru i charakteru temu miejscu.

Dodatkowe spostrzeżenia:

– Różnica temperatur – cień a nasłonecznione miejsce – jest znacznie wyższa niż w Polsce.

– Bezrobotni na ulicach z CV szukający pracy.

Źródła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Museo_de_las_Ciencias_Pr%C3%ADncipe_Felipe

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ciudad_de_las_Artes_y_las_Ciencias

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s